sobota, 27 października 2012

Podniecenie zdobyło nade mną przewagę. To silniejsze ode mnie – utraciłam kontrolę nad sobą, nad swoimi pragnieniami. W moich myślach jest tylko seks. I w każdej sekundzie o nim myślę. Obrazy seksu, mniej czy bardziej brutalnego, dominują nade mną, zaciskają ciasną pętlę mojego umysłu wokół erotyzmu. Jestem już tym zmęczona. Nawet nie zauważyłam, kiedy moje dzieciństwo ulotniło się, tak po prostu. Zamiast cieszyć się życiem, zadręczam się wyrzutami sumienia. Nie potrafię powstrzymać ochoty. Nie radzę sobie z tym. Jestem niewolnikiem myśli krążących wokół jednego. W tramwaju patrzę na facetów, spojrzeniem mierzę ich seksualność. Zastanawiam się czy facet, na którego patrzę jest dobry w łóżku. I czy ma kogo rżnąć czy sam sobie robi dobrze, jak 99% facetów.  I mam takie „zboczenie zawodowe”, że automatycznie patrzę im na spodnie. Najlepiej gdy są tam nieco obcisłe – wtedy bardziej mogę wyobrazić sobie ich przyrodzenie. Patrzę się tam i najgorzej kiedy facet to zauważy. Wtedy czuję się jak zboczeniec, niewyżyta małolata, która napala się na niedostępne fiuty schowane w spodniach. Najseksowniejsi są ci koło trzydziestki. Ci panowie z zarostem, z pewnością siebie i z tym spojrzeniem mówiącym „pierdoliłbym cię”. I kocham też oglądać ich dłonie. Wyszukuję długich palców, męskich, dużych dłoni. A potem moja wyobraźnia działa na wysokich obrotach, podsuwając mi coraz odważniejsze obrazy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz